Trochę minęło od czasu wyjazdu, więc zamiast pisać na świeżo, to będę wygrzebywała z pamięci wspomnienia z wyjazdu. Tak to jest, jak brak w człowieku systematyczności.
PRZYSTANEK II.
Znowu balkony.
Dżizas i Bob Marley, co za połączenie!
Muzeum Salvadora Dali.
Sagrada Familia. Bez rewelacji, może wyjdę na ignorantkę, ale mi to wygląda na kościół z płynącym błotem.
Podsumowująć: gorąco, kolorowo, wszędzie flagi Katalonii (cóż za patriotyzm!), palmy zamiast kasztanowców i brzóz jak u nas. Jedzenie: w Barcelonie (chyba) nic nie jadłam! To dziwne, ja bez jedzenia?